Czerwona krowa, hologramy, galaktyka i bar mleczny – czyli wciągająca opowieść o mleku!

Czerwona krowa, hologramy, galaktyka i bar mleczny – czyli wciągająca opowieść o mleku!

Grajewo to miasteczko na pograniczu Podlasia i Mazur.  Można by powiedzieć, że to niemal biała plama na mapie turystycznej Polski. Określenie to nabiera jednak odmiennego – pozytywnego  znaczenia po odwiedzeniu Centrum Tradycji Mleczarstwa – Muzeum Mleka w Grajewie. Ten obiekt wykorzystuje bowiem tożsamość miejsca i jego charakter. Od dekad na czystych zielonych podlaskich i mazurskich łąkach wypasane są wielkie stada krów. A krowy jak wiadomo dają mleko. Muszą dawać go całkiem sporo, bo właśnie w Grajewie mieści się jeden z większych w Europie i największy w Polsce producent mleka. Spółdzielnia Mleczarska MLEKPOL skupuje blisko 5 milionów litrów mleka dziennie od ponad 11 300 producentów w 11 zakładach. Robi wrażenie prawda? Chyba zatem nikogo nie zdziwi fakt, że właśnie w Grajewie powstało pierwsze w Polsce i naprawdę wspaniale pomyślane Muzeum Mleka. Z tego też powodu Grajewo jest białą-mleczną plamą na turystycznej mapie Polski, a jeśli dla kogoś miejsce to jeszcze jest nie odkryte, poniżej znajdzie kilka powodów dlaczego warto zaplanować wizytę w Grajewie w najbliższym czasie. Zapraszam na subiektywną relację. Autor Hubert lat 38. W relacji jednak starałem się również ocenić obiekt pod kątem atrakcyjności ekspozycji dla dzieci, gdyż prywatnie jestem tatą 6 i pół i 3 i pół latków.

Co zrobiło na mnie największe wrażenie?

Zdecydowanie oczarowało mnie „mleczne laboratorium”. Można w nim poznać, ba zobaczyć i samodzielnie zbadać skład mleka. Zawartość  tłuszczy, białek i cukrów. Dogłębne zrozumienie tematu gwarantuje połączenie kilku form przekazu: tablica chemiczna odwołująca się kształtem do szklanki mleka, mikroskop w połączeniu z kamerami i ekranem oraz hologramy. Dowiadujemy się, że 82% wody w połączeniu z 4,8% węglowodanów oraz 3,2% tłuszczów mlecznych i 3,1% białka no i mała szczypta składników mineralnych dają mleko. W myśl maksymy Konfucjusza, powiedz mi a zapomnę, pokaż a zapamiętam, daj zrobić a zrozumiem, możemy samodzielnie podejrzeć mleko, serwatkę i jogurt pod mikroskopem. Hologramy kazeiny (białka mlecznego), laktozy (cukru mlecznego) oraz kwasu palmitynowego (tłuszczu) wyglądają tak kolorowo i wdzięcznie, że trudno od nich oderwać oczy. Nigdy nie uczestniczyłem w tak przyjaznej lekcji chemii, ten przedmiot zawsze przychodził mi najtrudniej.

Druga część ekspozycji, przy której stałem jak wmurowany to mapping ilustrujący drogę od pola na stół mlecznych produktów. Mapping to nic innego jak wyświetlanie ruchomych obrazów z projektora na przestrzenne bryły. Często używany jest do pokazów multimedialnych w miastach. Tutaj projekcja odbywa się na modelu farmy, przetwórni i pól. Zależnie od prezentowanych treści przybierają one różne kolory i treści graficzne. Prezentacja jest bardzo dynamiczna i plastyczna. Naprawdę robi wrażenie.

Co pozwoliło przenieść się w czasie i przestrzeni?

Fascynującą podróżą przez dzieje człowieka z mlekiem w roli głównej  jest ścianka czasu ukazująca przełomowe momenty w mlecznej historii świata. Dzięki niej nasza wyobraźnia skacze od przełomu do przełomu. Treści przedstawione na niej same zapadają w pamięci. Co ciekawe, archeologowie odkryli ślady po pierwszym serze w dziejach człowieka na Kujawach. Był to ser podobny do mozzarelli, a w pierwszej polskiej książce kucharskiej był już przepis na rurki z bitą śmietaną.

Co zainspirowało?

Bardzo prostym i pomysłowym zabiegiem jest umieszczenie kartek-wydzieranek w różnych miejscach ekspozycji, które można zabrać jako pamiątkę z wizyty. Na kartkach mamy między innymi mleczne przepisy np.: na racuchy czy instrukcję jak zrobić krowę z orgiami. Mleko może być inspiracją dla sztuki, także tej użytkowej. Wiele elementów w wystroju Muzeum nawiązuje do mleka. Są to np. haczyki w szatni przypominające mleczne stróżki, wejście na ekspozycje w kształcie nawiązującym do kanki, trawa rosnąca na ścianie…

Co mogłoby być lepiej?

W samym Grajewie brakuje porządnego oznakowania dojazdu do muzeum. Znaki drogowe powinny prowadzić turystę jak za rękę. Tak póki co nie jest, jednak nietrudno tu trafić.  Niedługo ma pojawić się oznakowanie drogi do muzeum, co związane jest z certyfikacją znajdującego się w obiekcie Punktu Informacji Turystycznej. W Muzeum, w momencie kiedy je zwiedzałem brakowało elementu degustacji np. świeżego mleka, serów czy innych produktów mlecznych. Szkoda, gdyż włączenie zmysłu smaku pozwoliłoby jeszcze lepiej zapamiętać to wyjątkowe miejsce.

Jaki zmysły były aktywne podczas odwiedzin?

Już przekraczając próg ekspozycji włączają się dźwięki pola. Słyszymy krowy, owce i kozy. Następnie sporo rzeczy możemy dotknąć, są to albo klapki kryjące odpowiedzi na ciekawe zagadki, albo puzzle, dzięki którym dowiadujemy się np. o procencie nietolerancji laktozy w  poszczególnych krajach. Największym hitem, jeśli chodzi  o zmysł dotyku, jest możliwość wydojenia krowy. Siadamy na zydelku, stoi makieta krowy z silikonowymi wymionami i… umiejętnie ciągnąc za nie wyzwalamy strumyczki wody, która skapuje do wiadra. Świetne dla najmłodszych są starannie wykonane drewniane figurki zwierzaczków z farmy oraz zabudowań gospodarskich. Wyobrażam sobie, że zabawa nimi może trwać i trwać… . Włączony został także szósty zmysł, czyli pamięć. Na ścianach prezentowane są etykiety produktów mlecznych z okresu PRL, a na panelach wideo można obejrzeć sceny z kultowych polskich komedii z czasów Polski Ludowej. Oczywiście wzrok wiedzie prym, ale warto podkreślić umiejętne włączenie zmysłów dotyku i słuchu, co znacznie podnosi poziom interaktywności podczas wizyty.

Co zapamiętaliśmy:

I tutaj można by sporo napisać. Skupiając się na najciekawszych: mleko niegdyś było napojem królów. W Egipcie pili je faraonowie. Dopiero w XIV wieku krowie mleko stało się popularniejsze niż owcze. Tolerancja laktozy w społeczeństwie jest znacznikiem ciekawej historii, wiązać ją można bowiem z datą rewolucji agrarnej na danym obszarze, czyli momentem, od którego człowiek zaczął hodować bydło i uprawiać rolę. Rozpoczęła się ona w 9 tysiącleciu przed Chrystusem. Ciekawostką jest także czerwona krowa, która wita nas przy wejściu na ekspozycje – upamiętnia ona typowo polską rasę krów czerwonych, które w  latach 20-tych XX wieku stanowiły 25% pogłowia w kraju. Ta rasa krów dawała 2-3 tys. litrów mleka rocznie, obecnie krowy „łaciate” dają ponad 10 tys. litrów mleka na rok. Mleko odgrywało istotną rolę w sztuce, mitologii czy religii. Greckie słowo Galaktikos – oznacza mleczny. Od Starego Testamentu obfitość była symbolizowana wyrażeniem kraina mlekiem i miodem płynąca, a wedle mitologii Słowian – bogom  należały się ofiary składane z…mleka. Co ciekawe mleko dość późno weszło pod strzechy, a jeszcze później wyjechało do miast. Zmianę te umożliwił wynalazek pasteryzacji – czyli podgrzewania mleka, aby przedłużyć jego trwałość. Ten przełom zawdzięczamy Ludwikowi Pasteurowi, który w latach 40 XIX wieku dał początek tej technologii.

Podsumowanie:

Muzeum należy to niewielkich obiektów, które pozwalają na poznanie tematu bez zmęczenia się nim. W bardzo wciągającej narracji poznajemy aspekty historyczne, ekonomiczne, kulturowe związku człowieka z mlekiem. Miejsce uczące i bawiące. Jest strzałem w dziesiątkę dla planujących podróż turystyczną na Podlasie, Warmię i Mazury. Spokojnie może także stanowić pretekst do weekendowego wypadu turystycznego z Warszawy, Białegostoku, Olsztyna czy Elbląga. Ja planuję wrócić tam niebawem z moimi dziećmi do czego zachęcam i Państwa.

Więcej informacji na temat wystawy znajdziecie TUTAJ!

Autor relacji: Hubert Gonera, na podstawie wizyty w Centrum Tradycji Mleczarstwa – Muzeum Mleka

© Copyright - Nowe Muzeum

Strona stworzona przez

Strony internetowe, aplikacje webowe - Miłosz Leśniewski